FANDOM


Prolog

Nad Skandynawią zachodziło słońce. Życie chowało się za starymi, norweskimi górami. Drzewami potrząsał zimny, północny wiatr, że aż szumiało w uszach. Na ogół wszystko wydawało się być takim jak zawsze, jak gdyby nic się tu nie zmieniło.

Pewna kobieta stoi na brzegu, wojowniczka jak się zdaje. Na horyzoncie pojawiają się już pierwsze łodzie o smoczych łbach na przodzie. Jej imię brzmi Lagertha Lothbrok. Jest piękną kobietą. Bardzo waleczną tarczowniczką. Teraz czeka. Czeka na męża, który już dawno miał wrócić z wyprawy. Jej włosy są rozwiewane przez wiatr, a na twarzy nie widać ani cienia uśmiechu. Gdzieś słychać krakanie czarnego kruka, który siedzi wysoko na gałęziach starego drzewa.

Łodzie są już na tyle blisko, by można były dojrzeć ludzi kręcących się na ich pokładach. Lagertha dostrzega również swego męża - Ragnara. Ten patrząc to na nią, to na swojego syna uśmiecha się. Kobieta nadal nie wykazuje żadnej radości. Czuje tylko gniew do mężczyzny, za pozostawienie jej na w zamarzniętej, zapomnianej przez Odyna Skandynawii.



Z łodzi powoli wychodzą ludzie. Lagertha idzie naprzód po drewnianym molo w przeciwną stronę niż inni. Widzi swoja przyjaciółkę Siggy i brata jej męża - Rolla. Szkutnik - Floki także wita się ze swoją żoną Helgą i córką Angrbodą. Kobieta idzie dalej patrząc wciąż przed siebie. Napotyka na sobie spojrzenie Ragnara. Podchodzi do niej i próbuje przytulić, ona zaś wyrywa mu się. Mężczyzna zaskoczony dotyka jej włosów, a ona bierze zamach i uderza go w twarz.

- Jeszcze raz zrobisz mi coś takiego, a przysięgam na Thora, że cię nie oszczędzę. - Syknęła przez zaciśnięte zęby i odeszła. Ragnar tylko się uśmiechnął i razem z innymi mężczyznami zaczął wyładowywać towary z łodzi. Podszedł do niego Bjorn patrząc na oddalającą się matkę.

- Witaj w domu ojcze.

- Bjornie, czy matka ma dziś zły humor? - zapytał z rozbawieniem wojownik.

- Zostawiłeś ją. Najodważniejszą wojowniczkę jaką świat widział, wcale jej się nie dziwię - uśmiechnął się.



Siggy weszła do chaty. Lagertha siedziała z gniewem na twarzy patrząc w palenisko. Przyjaciółka zrobiła krok, a tamta popatrzyła na nią wilkiem.

- Coś się stało? - zapytała żona Rolla.

- Nie, skądże - Lagertha wymusiła uśmiech.

- Przecież widzę. Mnie możesz powiedzieć. - Siggy usiadła obok przyjaciółki i położyła jej rękę na ramieniu. Wojowniczka wstała i wyszła na zewnątrz. Nie chciała z nikim rozmawiać, ani nikomu się zwierzać. Pragnęła sama rozwiązać swój problem z mężem. Poszła do lasu, mając przy sobie swój topór nie bała się napaści ze strony wroga. Idąc usłyszała nagle czyjeś kroki. Obejrzała się ostrożnie za siebie. Nikogo nie zauważyła. Ruszyła więc dalej przed siebie. Cały czas jednak zachowywała się bardzo ostrożnie czując na sobie czyjś topór. Nagle obok niej do drzewa wbiła się strzała. Lagertha momentalnie odwróciła się i zobaczyła mężczyznę w ciężkiej, żelaznej kolczudze. Rzuciła w niego toporem, a krew rozprysła w kilka stron. Mężczyzna przewrócił się, a wojowniczka wyciągnęła z jego martwego ciała topór i pobiegła w stronę wioski zostawiając w tyle mokra od krwi ziemię.